A kto umarł, ten nie żyje Wszelkie demotywatory w serwisie są generowane przez użytkowników serwisu i jego właściciel nie bierze za nie odpowiedzialności. Ludzie zostali nachalnie namówieni do samobójczej procedury. (10,40) Namawianie i przymuszanie do szczepień przeciw Covid-19, to zbrodnia przeciw ludzkości. Producenci szczepionek wiedzieli z góry o szkodliwości podawanych preparatów, więc tutaj nie ma zmiłuj się. Tutaj nie ma zmiłuj się. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. 7. woda sodowa uderzyła (komuś) do głowy: 8. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień: 9. bułkę przez bibułkę: 10. wylać dziecko z kąpielą: 11. ciągnąć (kogoś) za język: 12. wyglądać jak śmierć na chorągwi: 13. Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz: 14. Szewc bez butów Raper zastrzelony w wieku 20 lat – Wprost. Nie żyje raper XXXTentacion. Zginął w wieku 20 lat. 20-letni amerykański raper XXXTentacion został zastrzelony na Florydzie przed sklepem z Ko umarł ten nje zyje - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk. 5 grudnia 2022. Po 24 lutego 2022 roku, gdy wybuchła wojna na Ukrainie, w polskim wirtualnym świecie pojawiły się memy skupione wokół postaci generała Denaturova. Tragiczne wydarzenie, jakim był atak Rosji na swojego sąsiada, dało asumpt do wyśmiania przez rodzimych internautów rosyjskiego żołnierza, którego symbolem stał się Uaad. Mieszkania zakładowe i służbowe to relikt PRL-u, który dziś sprawia sporo problemów. Mariusz Kapala/Polska Press/ZDJĘCIE ILUSTRACYJNEMieszkania zakładowe, przyznawane przez państwo w czasach PRL-u, w niewielkiej liczbie istnieją i funkcjonują do dziś. Osoby je zamieszkujące nie mogą jednak poczuć się bezpiecznie we własnych domach, gdyż obecne polskie prawo nie chroni należycie takich lokatorów przed utratą dachu nad głową. W podobnym lęku żyją najemcy mieszkań służbowych, których nic nie chroni przed eksmisją „na bruk”. Mieszkania na wynajem od pracodawcy – od PRL-u do dzikiej reprywatyzacjiDziś mieszkań zakładowych praktycznie się nie buduje, ale w czasach Polski Ludowej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W PRL-u bardzo często to właśnie zakłady pracy zapewniały pracownikom dach nad głową – najemcy takich mieszkań mogli liczyć na lokalizację tuż przy miejscu pracy oraz atrakcyjne zaczęły się w latach 90. Gdy zakłady zaczęły masowo wyprzedawać posiadane lokale, najemcy mieszkań zakładowych nie otrzymali pierwszeństwa przy wykupie mieszkań. Gorzej – często odmawiano im wykupu, gdyż zakłady wolały sprzedawać lokale prywatnym inwestorom, nieraz po śmiesznie niskich cenach.– Wykupione lokale mieszkalne czy też całe budynki często zostały nabyte dla o zysku – wyjaśniał w grudniu ubiegłego roku Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek. – Nowi właściciele windowali czynsze, dokonywali cyklicznych znacznych podwyżek, przekraczających możliwości finansowe najemców. To zaś powodowało utratę tytułu prawnego do typu techniki, dobrze znane z medialnych doniesień o tzw. czyścicielach kamienic, zwykle okazywały się skuteczne. Odpowiednie regulacje prawne chroniące najemców pojawiły się dopiero pod koniec 2001 r. – do tego czasu wielu lokatorów mieszkań zakładowych zmuszono do nieplanowanej wyprowadzki.– Nierzadkie były przypadki wypowiedzenia najmu (bez zapewnienia innego lokalu) z powodu zamiaru zamieszkania w lokalu przez właściciela lub wskazaną przez niego osobę bliską – wskazuje mieszkań zakładowych żyją w lękuDziś do Rzecznika Praw Obywatelskich spływają skargi od osób zajmujących takie dziko sprywatyzowane mieszkania zakładowe. Najemcy ci nie ze swojej winy znaleźli się w sytuacji bez wyjścia – w latach 90. nie dano im szansy na wykupienie mieszkań, zaś dziś, po licznych podwyżkach czynszów oraz wzrostach cen nieruchomości, po prostu ich na to nie stać. Jednocześnie ludzie ci stracili poczucie bezpieczeństwa, gdyż nie są chronieni przez prawo i mogą stracić dach nad głową, jeśli np. czynsz zanadto wzrośnie.– [Lokatorzy skarżą się – przyp. red.] na brak należytej ochrony prawnej łączącego ich z aktualnym właścicielem mieszkania stosunku najmu. Wyrażają też niepokój o zachowanie uprawnień do zajmowanych lokali. W ocenie RPO obawy te nie są bezpodstawne – przyznaje tej sytuacji RPO zaapelował do Ministerstwa Rozwoju i Technologii o ocenę dotychczasowych rozwiązań wspierających najemców oraz o informację, czy planowane są jakieś dalsze działania w tej dodać, że pewne formy ochrony prawnej takich najemców już istnieją. Od 2015 r. gminy mogą uzyskać od państwa środki na wykup mieszkań zakładowych – po takim wykupie lokatorzy mogą poczuć się bezpieczniej, są chronieni przed wygórowanymi czynszami, a do tego są w stanie łatwiej nabyć lokal na własność. Nie wiadomo jednak, ile gmin faktycznie z tego rozwiązania skorzystało. Nie jest to jednak raczej duża liczba, biorąc pod uwagę to, jak niskie są wydatki większości samorządów na zarządzanie już posiadanymi od gminy – 11 dramatycznych historii. Na zagrzybioną norę czeka się latamiZ mieszkań służbowych można eksmitować „na bruk”W podobnej sytuacji, choć z zupełnie innych powodów, są dziś lokatorzy mieszkań służbowych. Chodzi o lokale przyznawane w związku z wykonywanym zawodem czy pełnioną funkcją publiczną. Są to lokale do dyspozycji:ministra ds. wewnętrznych, Służby Więziennej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Państwowej Straży Pożarnej, Straży Granicznej. Jak alarmował w lipcu 2022 r. RPO Marcin Wiącek, najemcy mieszkań służbowych nie są chronieni przed eksmisją „na bruk”. To nietypowa sytuacja, gdyż co do zasady takich eksmisji się w Polsce nie przeprowadza. W tym wypadku obowiązuje jednak groźny wyjątek – takie lokale przyznaje się i opróżnia na mocy zwykłej decyzji administracyjnej.– Ustawy nie nakładają na organy wydające decyzje (...) obowiązku badania (...), czy osoby, które mają opróżnić lokal, będą w stanie samodzielnie zaspokoić swe potrzeby mieszkaniowe, zwłaszcza z uwagi na niepełnosprawność, niepełnoletność, bezrobocie itp. – zauważa wskazuje rzecznik, osoby eksmitowane z lokali służbowych w teorii mogą otrzymać mieszkanie zastępcze od gminy, ale w praktyce samorządy mają takich lokali za mało i nie są w stanie zaspokoić potrzeb eksmitowanych. RPO podkreśla też, że choć już 5 lat temu zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego nakazujący uporządkowanie tej kwestii, problem wciąż nie jest rozwiązany. Rzecznik apeluje zatem do premiera o podjęcie odpowiednich działań.– Wydaje się (...), że w XXI wieku przeprowadzanie tzw. eksmisji „na bruk” nie powinno mieć miejsca, a przepisy winny zapewniać w tym zakresie przynajmniej minimalną ochronę osób objętych nakazem opróżnienia lokalu – podsumowuje RPO. Dodaj firmę Autopromocja Wasza wysokość, ZamachZorganizowali zamach na Waszą wysokośćProwokacja? SukinsynyProwokacja Sukinsynu[Zwrotka 1]Krytykować mainstream do głowy by wam nie przyszłoNawet gdyby na spacerniak wyprowadził mnie sam Rick RossChuj z zasadami, ręka rękę myje wszystko toJeden walki pic często zalatuje fikcjąTanie disco, byle się kręciło chuj w toDomysły i spekulacje włóż w rozjebane dupskoGra się toczy, choróbsko, co to za pedalska minkaZdziwieni jak Eldoka na SuperjedynkachPonoć boli mnie jakiś beef, ktoś coś pierdoliChcesz to do mnie wyskocz tak jak zrobił to Wall-eTy wolisz sobie ulżyć wyzywając od psycholiSzacunek dla kultury, reprezentant starej szkołyTo ja pytam, co cię boli jak dekadę temu w klipieI pierdole wasze wnioski jak każdą fake ekipęI napiszą spiął się typek, że odpierdalam lipęChwile później wcisną Repeat w duchu powtarzając Winner[Refren]A wy sukinsynyChcieliście mnie zabićMnie zabićAle i tak was kochamWy sukinsyny chcieliście mnie zabićAle i tak was kocham[Zwrotka 2]Ożywiam tę skostniałą scenę pełną jebanych ciotDorosłe dzieci zgubione we mgle, za gniotem gniotRap utrzymanki kurwiska fatalny wydarzeń splotByle nie wypaść z objęcia sponsora typowy błądRaperskie karykatury omijaj niebo mam tronI cisnę tak bez cenzury, szykują kapturowy sądJuż płynie i czuć swąd polują na czarowniceChcą mi zakneblować ryj, dobrze słychać jak krzyczęSpróbuj nagrać to lepiej niż ten stary RysiekWiedz ze działając pod presją jestem jeszcze lepszym ty sięLepiej nie udzielaj, odłożyłem grube tysieRzygam więcej na produkcje niż ty przytniesz na swej płycieWity bity liczę było od chuja zaliczekJestem dr Gadka twoja nowa ksywa MilczekPoważne inwestycje jestem marką samą w sobieWrzucam RPS na cover dla szmaciarzy Game OverNext level alkoholik z tym wyjątkiem, że już nie chlamLepiej ziomuś usiądź nie zapomnij znaleźć krzesłaNie śpiewam jak Czesław za to łapię gruby lotTy pikujesz jak Cessna, mów mi "Weak over the top"[Refren]A wy sukinsynyChcieliście mnie zabićMnie zabićAle i tak was kochamWy sukinsyny chcieliście mnie zabićAle i tak was kochamSzach-matSzach-matSzach-mat[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska] Psy to prawdopodobnie najbardziej przełomowy dla polskiego kina tytuł lat 90., natomiast Władysław Pasikowski jest być może najważniejszym reżyserem tamtego czasu i zmarnowanym potencjałem na eksport rodzimej kinematografii na Zachód. Wstrząs, jaki wywołało pojawienie się tego tytułu na ekranach, rezonował w polskich widzach jeszcze przez wiele lat, a ośmielę się stwierdzić, że jest tak nawet do dzisiaj – 25 lat po premierze wciąż ma się poczucie obcowania z niezwykłym, kultowym już dziełem. Pokochano ten film od pierwszego obejrzenia za jego unurzanie w rzeczywistości, w polityce, za chwytanie atmosfery czasu transformacji. Andrzej Wajda, przeżywający niejako kryzys twórczy w latach 90., po pokazie Psów na festiwalu w Gdyni powiedział, że Pasikowski zdobył „klucz do wyobraźni Polaków”, ale sam takiego klucza nie chciałby mieć… Przynajmniej tak głosi wielokrotnie przywoływana anegdota, bo o ile można było odrzucić młodszego o rok debiutanckiego Krolla, zarzucając mu chociażby tematyczną hermetyczność, to aktualność Psów była porażająca. Mimo że reżyser zawsze bronił fikcyjnego charakteru tej historii, to jednocześnie dotykał wszystkich gorących medialnie i politycznie tematów. Film ma swój rodowód w szeroko komentowanym przez międzynarodowe media głośnym procesie byłych pracowników Stasi zorganizowanych w grupę przestępczą produkującą i handlującą amfetaminą czy w społecznej debacie nad toczącymi się wówczas procesami weryfikacyjnymi byłych pracowników Służb Bezpieczeństwa, w czym bynajmniej nie chodziło o los tych ludzi, a manifestowanie nowej polityki państwa. Pasikowski opowiadał o nowej rzeczywistości, która przemocą próbowała uporządkować i wchłonąć tę poprzednią, nie bojąc się otwarcie i ironicznie komentować tych procesów ustami swoich bohaterów, bo cytując jednego z nich: porządek w aktach musi być, bez względu na ustrój. Sama afera z paleniem akt również była elementem medialnej nagonki, jednak przy całym poszanowaniu wierności faktom realizm Psów należy traktować odrobinę umownie. Z jednej strony Pasikowskiemu udało się przywołać na ekranie atmosferę powszechnej przyduchy, w której z trudem rodziła się III RP, i w której Gross (grany przez Janusza Gajosa) ubrany w beżowy płaszcz wygląda co najmniej nie na miejscu wobec powszechnej szarzyzny, brudu i przeciętności. Z drugiej pewne sytuacje czy wypowiadane przez bohaterów kwestie z perspektywy czasu budzą lekki uśmiech. Wydaje się, że wokół niektórych z kultowych testów należało zorganizować sytuację czy przestrzeń, wpleść je w tkankę filmu tak, by widz nie miał wrażenia teatralizacji. Jednym z nich może być chociażby moment, kiedy Nowy (grany przez Cezarego Pazurę) robi zdjęcia palonych akt, by donieść do przełożonych, i zostaje przyłapany przez Ola (Marek Kondrat). Ten, bijąc chłopaka, a nawet celując do niego z broni, mówi o jego naiwności i niezrozumieniu świata, zauważając jednocześnie, że „polityka to nie dziennik telewizyjny, to my, tutaj, na tym wysypisku”. Co ciekawsze, motyw wysypiska powraca jeszcze kilkukrotnie w różnych momentach filmu, jakby reżyser chciał zasugerować, że ubecy będą kolejnymi, którzy zginą na wysypisku historii jako ci niepasujący de facto do nowego modelu świata. W tej samej symbolicznej przestrzeni umierał przecież główny bohater Popiołu i diamentu, równie nieprzystosowany i nikomu niepotrzebny jak oni. Psy są mrocznym rewersem tej opowieści, kontynuującym tym samym myśl o odpadach systemu. Polskie kino nie ma jednak zbyt bogatej tradycji antybohaterskiej i w przeszłości kamera rzadko przekraczała próg domostw „tych złych” postaci. Znacznie częściej były to opowieści o heroizmie bycia uciskanym i uwikłaniu w wielką historię, podczas gdy Pasikowski miał tyle odwagi, by cynicznie wyśmiać romantyczny mit „Solidarności”. To, co dzieje się w Psach, jest tylko tłem wobec ustrojowej euforii, tą szarą strefą przeorganizowania struktur. Chociaż niektórzy z dumą deklamują, że „teraz będzie policja, nie ubecja”, jest to chyba wiara na wyrost. Nagle światem bohaterów rządzą chaos i dezinformacja, doprowadzające do momentu, kiedy w aferze z Chemikiem (Jerzy Bończak) nikt nic nie wie – celowo i przypadkiem wprowadzają się wzajemnie w błąd, gdyż każdy chce ugrać coś dla siebie. Stają się bandytami, jak mówi Franz Maurer (Bogusław Linda), bo w legalnej strefie nie ma dla nich miejsca, a reżyser poprzez swoich bohaterów nadaje imiona i twarze systemowi oraz instytucji uważanymi za nieludzkie. Już w 1992 roku zarzucano mu „szkalowanie świętości”, jakimi była chociażby scena, kiedy ubecy wynoszą swojego pijanego kolegę, śpiewając równocześnie pieśń o Janku Wiśniewskim. Trudno ocenić, czy publiczność była wówczas gotowa na takie przeinaczanie symboli, pogrywanie z nimi, ale na pewno czytelniejszy był sam wątek rzeczny, który z biegiem lat raczej stracił na wyrazistości. Topienie ciał, jawne opowiadanie o wcześniejszych torturach czy scena z mężczyzną uciekającym z bagażnika, mimo że powinien być już martwy – wszystko to stanowiło zawoalowany odnośnik do sprawy morderstwa księdza Popiełuszki. Podobne wpisy Franz, którego Pasikowski od pierwszych minut sadza przed komisją weryfikacyjną, by odczytać widzowi jego kartotekę (31 nagan, 18 pochwał), przecież nie da się lubić jako były ubek próbujący zadomowić się w nowym systemie. Jednak to, co w nim najbardziej antypatyczne i nieludzkie, okazuje się skrywanymi słabościami, pochowanymi gdzieś głęboko w sobie dramatami tego, iż na przykład strzelił do kolegi albo został opuszczony przez żonę, która zza oceanu odbiera mu wszystkie dobra po kolei. Bandycki charakter Maurera, jego pewność siebie zakrawająca na arogancję, wynikały ze świadomości swojej pozycji w dawnym świecie. Kiedy zostaje przeniesiony do kryminalnych, kiedy staje się pośrednio winnym śmierci kolegów, a Olo wplątuje go w aferę z mafią, zaczyna rozumieć, że wszystko skończy się tragicznie. Owszem, Franz nieraz nadużywa swojej władzy, wykrzykując „To ja jestem policja!”, jednak idzie za tym głębokie przekonanie, że jest przeznaczony do tej pracy, bo nie potrafiłby być kimś innym. Dramatycznie rozciągnięta scena kończąca strzelaninę w fabryce, z nienaturalnie, acz widowiskowo rozbryzgującą się krwią jest po to, by mógł powiedzieć „W imię zasad, skurwysynu”. Czy więc staje się ostatnim sprawiedliwym, który zaprowadza wreszcie porządek? Znacznie bardziej przypomina bohatera Taksówkarza, który nie ma już nic do stracenia w tym przegniłym, zdeprawowanym świecie. Tylko czeka go inny koniec (notabene zasugerowany przez samego Lindę) i nieudany akt desperacji doprowadza do finału, w którym Franz przekonuje się, że nawet miłości nie można było ocalić. Zarazem w swojej antyhollywoodzkiej estetyce Pasikowski powraca do dramatu, jakim jest śmierć człowieka. W świecie Psów umieranie jest jeszcze czymś tragicznym i wstrząsającym, jakimś gwałtem na rzeczywistości oraz ostatecznym złem. Nie ma w sobie nic z widowiskowego spektaklu i dzięki temu decyzje Maurera mają w sobie jeszcze więcej tragizmu. Na pewno ktoś zyskuje na tym nowym ładzie, a świeżo przemianowani na policjantów mężczyźni zrzeszają się w szeregach nieprzyjaznej rzeczywistości pod wcześniejszymi obelgami i wyzwiskami. Aktualność Psów wynika zapewne z tego, że są nie tylko zanurzone w ówczesnym czasie, ale opowiadają o fiaskach kolejnych wartości, takich jak przyjaźnie czy miłość. Ubecy próbują trzymać się razem, bo psy to przecież zwierzęta stadne, co nie może skończyć się dobrze w sezonie odstrzałów oraz porządków. korekta: Kornelia Farynowska Po lesie łażę już częściowo po omacku. Jeszcze miesiąc temu – nie do pomyślenia: Telewizja, program o randkach. Zainteresowana pani: „- Mężczyzna z Internetu okazał się typowym facetem i nie przyszedł”. Media ciągle o tym, że abp. Głódź – jak sam mówi – „przyjął krzyż choroby”. Moim zdaniem arcybiskup źle zrobił. Mógł tego „krzyża” nie przyjąć. Podziękować i już. Nie, dziękuję, postoję. I choroba wzięłaby i odeszła. A tak… Tytuł z witryny radia „Strzegom: Nie żyje 16-latek, który zginął podczas policyjnego pościgu”. ma – jak zwykle – świetne pomysły. Problem tylko, że w ich lansowaniu zatrzymuje się w pół drogi. Zaprezentowała oto taką niezwykle skuteczną broń religijną: Byłem pod wrażeniem. I nie psuły go nawet głosy szyderców, typu: „Mam jeszcze kilka pomysłów na ułożenie różańca: boski granat, krzesło elektryczne, gilotyna, maczuga …”; „W następnym tekście proponuję przedstawić ilustrację komory gazowej zbudowanej z różańców”. Tacy złośliwcy zawsze byli i zawsze będą. Ja proponowałbym zaangażować do krzewienia różańca znane postacie popkultury. Na przykład wziąć różaniec z odpowiednio ciężkimi paciorkami i włożyć je – zamiast magnum 44 – do ręki temu panu. Całe Hollywood rozmodlone!: W witrynie mojego miasta banał wlecze się za banałem: „Na obwodnicy Jarosławia kierowca audi potrącił pijanego pieszego”. Gdyby potracił trzeźwego pieszego, to byłoby wydarzenie! No dobrze, ale skąd takiego wytrzasnąć? „Nasz Dziennik” przypomina dziś błogosławioną Dorotę z Mostwów. Życie mojej Doroty jest odwrotnością żywota tej wybitnej średniowiecznej niewiasty. No, może z wyjątkiem początku i końca jej życiorysu. Początek: „Do życia pokutą i umartwieniem była przyzwyczajona od najmłodszych lat”. I koniec: „W czasach, w których najwyższym szczęściem współczesnego człowieka jest kariera i zaspokojenie namiętności, życie Doroty jest znakiem tęsknoty za tym, co wieczne”. Przekleństwem autora jest konieczność uczestnictwa w promocji własnej książki. Czyli tłumaczenie: „Co poeta miał na myśli”. Dziś napłynęły pytania z radia. Na szczęście miałem czas, by wcześniej napisać sobie odpowiedzi. Żeby nie było jak zwykle. Czytam więc z kartki Z twórcami i uczestnikami tych scen pogadałbym z rozkoszą, ale większość z nich ma już dawno kwaterę w cichej alejce. Nam to umyka, ale oglądanie filmów z XX wieku to najczęściej spacerek po cmentarzu. Uderzałem tu i tam do żyjących, ale szybko zrezygnowałem. Z prostego powodu. Pytam ich o wrażenia z kręcenia sceny, która mnie przejmuje do kości, która jest posągiem polskiego kina, która jest darem dla przyszłych pokoleń itd. a oni mi mówią, że jak kręcili, to w tym reflektorku z lewej strony żaróweczka przepaliła się – proszę sobie wyobrazić – trzy razy. Aktorce tusz się rozmazał, śpieszyli się, bo dźwiękowiec miał ostatni autobus, a w ogóle to stróż już dzwonił kluczami, bo zamykał studio. Więc może lepiej niech to już zostanie tak, jak jest na taśmie. W doborze scen nie starałem się zaskakiwać. No, z „Psów” wybrałem scenę, jak Andżela dzwoni do Franca, by mu powiedzieć, że zostawiła go dla jego najlepszego kumpla. On czuje się jak by dostał w łeb – mocno i znienacka. Chciałby jej powiedzieć coś, co jej pójdzie w piety, ale trzepnęło go naprawdę solidnie. Więc stać go tylko na najgłupszą rzecz, jaką w takiej sytuacji może powiedzieć facet: Nie chce mi się z tobą gadać. Mogłem wybrać scenę, gdzie ubecy rzucają miechem na p., na k., na s. Ale przecież to jest film historyczny, z roku 1992. te słowa dawno już wyszły z użycia i młody czytelnik nic by z tych dialogów nie zrozumiał. Więc… Wojciecha Kilara „September Symphony” (2003) poświęcona ofiarom 11. września. Muzykolodzy piszą o wpływach muzyki amerykańskiej, ale dla mnie to niestwierdzalne. Natomiast dodana do całości „Dusza z ciała wyleciała” to już przejmujący kawałek z rozpoznawalnym tekstem. Ze średniowiecznej „Skargi umierającego”. Poza tym w smyczkach słyszę tę samą kawalkadę, która ilustrowała jazdę dorożką trzech dorobkiewiczów z „Ziemi obiecanej”. Ale ogólnie – wrześniowo. Tym bardziej, że październik: Namysłowski skłonności do folkloru miewał od lat 70. minionego wieku. Wtedy bywało to bardzo świeże i zabawne. Na tej płycie tendencja się pogłębiła: jazzman gra z góralskimi kapelami. Raz oni, raz jego zespół. To już nie są „motywy góralskie” w jazzie. To jest Misz-masz. Wrażenie bałaganu. „Od tego jawora woda spływa” nie ma początku ni końca. I tak powinno być. Uwielbiam ten kawałek. Niekoniecznie jak go grają Trebunie z Twinkle Brothers. Zbigniew Namysłowski Band, Zakopane Highlanders „Jazz & Folk”: A kto umarł ten nie żyje 2008-07-09, opis gg nadesłał: maximus100 Losowe Opisy GG - Różne

a kto umarl ten nie zyje mem